Zwiedzanie miasta odkładamy na później. Jadąc w kierunku elektrowni napotykamy most. Stąd jest doskonały widok na sarkofag. W dniu wybuchu zbierały się na nim tłumy zaniepokojone łuną unoszącą się nad elektrownią. Jeśli ktoś widział tę łunę - prawdopodobnie nie żyje.

To już naprawdę niedaleko. Wystarczyło obiektyw szerokokątny zmienić na krótkie tele, by móc podziwiać sarkofag w całej okazałości.
Ostatnia brama. Bliżej nie można. Dalej pracują jedynie ekipy zajmujące się remontem betonowej skorupy. To jedno z miejsc, w których liczniki wskazywały najwyższe promieniowanie. Do sarkofagu mieliśmy ledwie kilkaset metrów, byliśmy tak blisko, że ujęcie musiałem wykonać obiektywem szerokokątnym.

W tym miejscu bezpiecznie pozostać można nie dłużej niż kwadrans.

Tu i ówdzie skorzystać można z jedynej w swoim rodzaju "wagi". Urządzenie choć waży, nie pokazuje ilości kilogramów, a jednie zapala czerwony, zielony lub pomarańczowy sygnalizator otrzymanej dawki promieniowania.

Widok z dachu najwyższego budynku w mieście - wrażenia niezwyłe. O dziwo dozymetr w tym miejscu wskazywał promieniowanie tylko nieznacznie podwyższone. W mieście mieszkało około 40 tys. ludzi. Od dnia ewakuacji nie mieszka tam nikt, jednak nieprzerwanie od 1986 roku w strefie zamkniętej pracuje wiele osób - wg moich szacunków obecnie kilkaset. Obowiązuje zasada, że osoby zatrudnione w strefie zamknętej pracują co drugi dzień w miesiącu.

Ogromna ilość zupełnie pustych, zupełnie cichych, zaniedbanych bloków. Każdy budynek kryje swoją historię. Każde mieszkanie to dramat jednej rodziny. W ciągu paru godzin cały świat się zawalił; kilka chwil na spakowanie i żegnaj moje miasto.