Czy 13 Euro może zadecydować o wycieczce do miejsca oddalonego o 2 tys. km? Odpowiedź brzmi: TAK. Dokładnie tyle kosztował w promocji bilet lotniczy do Dublina i nie ukrywam, że to był główny powód zorganizowania tej wyprawy. Szybka decyzja, kilka formalności i poznaję ojczyznę Guinessa. Samolot dociera na miejsce w późnych godzinach wieczornych. Może warto wybrać się jeszcze na wieczorny spacer uliczkami miasta?

Na pierwszy rzut oka Dublin to mały raj na ziemi, ludzie żyją dostatnio, w centrum można zwiedzić katedę, zamek, a w zasięgu kolejki miejskiej znajduje się morze, port oraz góry.

Wszystko nie wygląda jednak aż tak pięknie jak to nakreśliłem w pierwszym zdaniu. Morze jest zimne jak Bałtyk, góry w porównaniu do Tatr to ledwie niepozorne wzgórza, zamek i katedra robią dość "plastikowe" wrażenie a okazałością niczym nie przypominają choćby tego czym szczycimy się na Wawelu. Spodziewałem się potężnego zamczyska na wzgórzu, a po długich poszukiwaniach znalazłem zameczek schowany między bankiem a hotelem.


Na ulicach - jak w wielu miejscach świata - bogactwo sąsiaduje ze skrajną biedą. Często gdy jestem za granicą zastanawiam się czy więcej żebraków jest w krajach biednych, bo panuje powszechna bieda, czy też w tych bogatych, bo tam ubogim łatwiej się wzbogacić prosząc o wsparcie.
