Właściwie wcale nie planowałem wyjazdu na Ukrainę w tym roku, a już na pewno nie do Odessy. To była kolejna wyprawa z cyklu - zapoznanie przez internet - spotkanie na dworcu: "Cześć! To ja jestem Waldek. Fajnie, że jedziemy razem do Odessy!" :-)
Jeśli ktoś wybiera się na Ukrainę to jakoś tak się składa, że wszystkie drogi z Polski prowadzą do Lwowa. Tak było również tym razem. Może i dobrze, bo to miasto tak niepowtarzalne i sympatyczne, że bez odrobiny znudzenia zwiedziłem je czwarty raz. Mieliśmy dużo szczęścia bo akurat trafiliśmy na obchody 750-lecia miasta. O nocleg nie było łatwo, ale szczęście dopisało - znaleźliśmy miejsce w hotelu Arena w samym centrum miasta i w dodatku za równowartość sześciu dolarów :-)

Na obchody jubileuszu zjechały tysiące turystów z całej Ukrainy a także z Polski. Z trudem przecisnęliśmy się pod trybunę główną, gdzie podobnie jak to odbywa się u nas - wszelkim tego typu imprezom towarzyszą liczne uroczystości kościelne.


Turystów mnóstwo ale miejscowi zdawali się niespecjalnie przejmować tym co się wokół dzieje...
